Miałam wolną sobotę i niedzielę od pracy ale to nie oznaczało że będę leżała w domu przez telewizorem. Nie lubię marnować czasu na tego typu rozrywki. W sobotę pojechała do rodziców którzy urządzili małe przyjęcie rodzinne. Prawdopodobnie mieli jakąś rocznicę ale przecież nie ślubu. Nie ważne, najważniejsze że przyjechała liczna rodzica. Oczywiście zabrałam ze sobą aparat aby uwiecznić te miłe chwile. Może nie była to fotografia ślubna ale pamiątka równie ważna. Tak więc sobotę można skreślić jako dzień wolny bo wyjazd i zabawa zajęły prawie cały dzień. Rodzice mieszkają dość daleko więc rozumiecie...
Potem była niedziela. Postanowiłam nic nie robić. Obiad, fotografia ślubna, oglądanie tv...wszystko to miało zostać odstawione na bok. Chciałam zrobić coś dla siebie...więc wybrałam się na długa wycieczkę rowerową. Opisywać nie ma co bo jazda na rowerze nie jest tematem na który można się tu rozpisać. Pojechała w takie swoje sprawdzone miejsca. Pogoda była idealna a więc nie czułam powodu na szybkie wracanie do domu. Zanim się przygotowałam, zanim coś zjadłam i zanim wróciłam z roweru minął właściwie cały dzień. Trudno ale wreszcie zrobiłam coś dla siebie i swojego ciała.
W ten weekend jadę na wesele ale całkiem blisko mojej miejscowości. Myślę że będzie to typowe wesele w jakiejś restauracji a więc nie spodziewam się żadnych niespodzianek. Rutynowa robota że tak się wyrażę. Życzcie mi powodzenia a ja Wam życzę szybkiego czasu spędzonego w pracy:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz